W tym numerze o 5 sposobach jak przejść proces odzaniedbywania sfery (u)czuciowej i jak z przyjemnością opuścić strefę komfortu (przykłady).
I czy się to opłaca?
Od tej odpowiedzi rozpocznę dalsze ….przekonania….., że czucie to dar, a nie przekleństwo i że ciało to najlepszy przyjaciel jakiego masz. Spróbuję przewrotnie. Ile razy straciłaś/łeś, bo nie posłuchałaś/łeś głosu intuicji? Czy jakiś lekarz przepisując Ci kolejną receptę na mniej bądź bardziej drogie lekarstwa powiedział,
że podłożem chorób jest stres i nie rozwiązane konflikty emocjonalne? Ile kosztuje Cię brak koncentracji uwagi w pracy, ból karku, czy pleców? To tylko kilka pytań. Może Ciebie nie dotyczą. Większość osób z naszego zachodniego kręgu kulturowego dopiero w takich sytuacjach zaczyna myślenie (i jeszcze nie działanie)
jak o siebie zadbać.
Czujące ciało, będące w tzw. przepływie, czyli zdolności odbierania
i jednocześnie emanowania (wysyłania) całej gamy emocji i uczuć tak… po prostu… z wnętrza siebie – mniej np. choruje, jest odczuwane lekko i jest źródłem odczuwania satysfakcji w relacjach.
A oto obiecane przykładowe sposoby jak przejść proces ponownego odczuwania swojego ciała i emocji w nim. Pomogą mi w tym znani bohaterowie ze świata książek, filmu, bajek i mitów. Który z nich jest Tobie najbliższy?:
- Robisz skok w króliczą norę jak „Alicja z Krainy Czarów” – odrealnione a jednocześnie rzeczywiste, bo doświadczasz na własnej skórze i zmysłach. Nurkowanie do podświadomości
z pomocą lub nie – substancji psychoaktywnych. Spodziewasz się tam znaleźć skarby, ale nie wiesz też jak długo i jak dużo będziesz potrzebował wspomagania z zewnątrz i czy długo
w ciele utrzyma się pozytywny stan. - Stajesz przed nieodwołalnym i natychmiastowym wyborem niebieskiej lub czerwonej tabletki jak Neo z „Matrixa” – nagła terapia szokowa; jesteś w sytuacji, której nie da się już zapomnieć, czy uciec. Pozostaje uwierzyć, a nawet zaufać, że jesteś wszechmocny. Ćwiczysz postrzeganie wartości siebie samej/go.
- Jesteś na (psycho)terapii i czujesz się jak Pandora w momencie, gdy otworzyła swoją puszkę (Mit o Puszce Pandory) – zdecydowałaś/łeś się zrobić coś z danym tematem; przy pomocy specjalisty zaglądasz w siebie, otwierasz się, a tu wszystko wyłazi, wyfruga, wypełza i inne takie tam podobne niemiłe sprawy. Na szczęście na dnie puszki (jaki i każdej wizyty u terapeuty) jest nadzieja.
- Odnajdujesz miłość opiekunów w okresie gdy byłaś/łeś dzieckiem jak „Ania z Zielonego Wzgórza” – ktoś się Tobą opiekuje i troszczy z oddaniem. Teraz możesz to być Ty sam/a. Gorzkie doświadczenia dzieciństwa kwitujesz już zdaniem „To minęło”, albo już wiesz, że zielone włosy to element życia.
- Uczysz się zarządzać swoimi emocjami i odczuciami z ciała jak Elsa z „Krainy Lodu” – udajesz się na warsztaty rozwojowe, miejsca odosobnienia i rzeźbisz w swoich emocjach, myślach
i odczuciach z ciała, które jak się okazuje mogą jednocześnie niszczyć
i budować. Osiągasz sukces jak zachowasz choć ociupinkę osiągniętego stanu ducha
w codzienności, jak wrócisz do domu.
Teraz czas na przedstawienie próbę zilustrowania jak z przyjemnością opuścić tzw. strefę komfortu, czyli miejsce w relacji, dane miejsce zamieszkania, czy pracy, które raczej wpędza nas w emocje lęku, poczucia winy, złości (pisząc delikatnie) i wszystkie inne przynoszące dyskomfort odczucia. Trzeba tu zaznaczyć, że z przemocy czy to fizycznej, czy psychicznej tak po prostu łatwo i przyjemnie się nie wychodzi. Najtrudniej jest uświadomić sobie, że taka sytuacja jest również.. strefą komfortu, bo oswojoną strefą zagrożeń – jak na polu minowym, gdzie miny mniej więcej wiemy gdzie są. Przyjemność w każdym przypadku to wewnętrzny spokój, radość i inne pozytywne odczucia, które pojawiają się w odpowiedzi na pytanie: „Jakby to było, gdyby….”
i… z odwagą w sercu, krok, po kroku zmieniać przyzwyczajenia, rutynę, znajomych i tak dalej, z akceptacją na każdy z etapów. Ponownie zaprosiłam kilka znanych postaci ze świata kultury masowej, by pokazać sposoby wychodzenia z trudności życiowych. Który sposób jest dla według Ciebie najbardziej inspirujący?:
- Znajdujesz we wszystkim choćby cień czegoś pozytywnego jak Pollyanna. Wówczas szklanka zawsze jest do połowy pełna.
- Zaczynasz od nowa nie zważając na okoliczności jak Latarnik Sienkiewicza. Pewnie uczył się od mitycznego Feniksa odradzać z popiołów.
- Szukasz niuansów i ulubionego sposobu np. na… przygotowanie jajek jak bohaterka Maggie Carpenter, grana przez Julię Roberts, z „Uciekającej panny młodej”. Jajka po benedyktyńsku mogą być preludium do zmian całego życia.
- Pomagasz innym w około, dostosowując się do ich oczekiwań by w końcu się przebudzić jak Calineczka. Wzrost tak się nie liczy jak wielkość potrzeby serca.
- Idziesz za impulsem wiedziona/y ciekawością i nowością
(i na pewno nie racjonalnością) np. na kurs tańca jak John Clark, grany przez Richarda Gere’a w „Zatańcz ze mną”. Poukładana, spokojna, nudna prawie, codzienność nabiera rumieńców i odkrywasz kim jesteś i kim chcesz być.
Podsumowując, opłaca się iść po miłość do siebie, by dawać ją potem innym szczerze i bez warunków.

